niedziela, 14 grudnia 2008

Portrety pamięciowe


Hanna Krzysztofiak
Węgiel, herbata. Maj 2008





















Łukasz Dybalski
Węgiel, herbata, sprej. Maj 2008





















Monika Hanulak
Węgiel. Maj 2008





















Tomasz Rutkowski
Węgiel. Maj 2008





















Moja matka
Węgiel, herbata, sprej. Maj 2008





















Mój dziadek
Węgiel, herbata, sprej. Maj 2008





















Mój ojciec
Węgiel, gaza. Maj 2008





















Ja jako dziecko
Węgiel, herbata, sprej. Maj 2008






















x
x
x
x
x
x
Rok akademicki 2007/2008, czyli trzeci rok studiów, był rokiem twórczej stagnacji. Henryk Gostyński, do którego pracowni rysunku poszedłem, na pierwszym przeglądzie powiedział: "Pan kłamie".

Nic nie wiedział o moich poglądach i twórczości. Na komiksy, będące moim najważniejszym tworem, ledwo zerknął. Spojrzał na rysunki, jakie do czasu przeglądu wykonałem i stwierdził, że kłamię. Że wymyślam. Że nie ma takiego świata, jaki przedstawiam w swojej kresce, w światłocieniu moich prac, w ich głębi przestrzennej lub jej braku.

Dużo oczekiwałem po pracowni człowieka o pseudonimie "Czarny książę". Miał być trudnym dyskutantem. Lubię trudne dyskusje. Zawiodłem się. Niektórzy mówią, że Doda też ma cięte riposty. Faktycznie, gdy ktoś na każdy Twój argument odpowiada: "Twoja stara", albo "Sam jesteś" techniką zdartej płyty, to nie wygrasz. Jak dresiarz wali Cię po mordzie możesz wygłaszać najpiękniejsze sentencje. I tak nie wygrasz.

Wyszedłem z korekty zdruzgotany. Chciałem zmienić pracownię, gdy dotarła do mnie myśl - Ty szczylu pieprzony, masz 24 lata i już wszystkie rozumy pozjadałeś? Może faktycznie kłamiesz. Przecież jesteś przeciętnym rysownikiem. To TY spróbuj otworzyć oczy na to co ten facet próbuje ci powiedzieć.

I zrobiłem to. Na każdą następną korektę przynosiłem kolejną porcję zupełnie odmiennych prac. Ale za każdym razem okazywało się, że kłamię.

Nie wiem, czy mogę uznać prace z tego roku za swoje. Też nie mogę uznać je za prace Gostyńskiego. Bo uważał je za śmiecie. Może nimi są.

Powyższy cykl stworzyłem w jedną noc. Narysowałem na papierze 50x50 cm portrety rodziny i znajomych, po czym je miąłem, aż były tylko kulkami papieru. Niektóre się podarły. Rozprostowałem, je i wmontowałem w czarne ramy. Niektóre pokolorowałem herbatą. Do kubka wody włożyłem trzy lub cztery torebki herbaty i tym roztworem malowałem. Na niektórych portretach użyłem farby w spreju. Ojcu nakleiłem na głowie okład, bo czoło mu się rozdarło. Sobie w gardło wcisnąłem kartki z jakiejś książki o wojnie.

Nie pamiętam twarzy. Widzę tylko ciągle zmieniające się pseudoportrety na ruchomej siatce przypominającej ten zmiętolony papier. Moje wspomnienia są tak kiepskie jak te rysunki.

Gostyński powiedział, że są do niczego i kłamię. Odszedłem z jego pracowni. Kilka tygodni później miał prawie śmiertelny wypadek samochodowy, bo którym złagodniał. Teraz zachęca swoich studentów do poszukiwań i ich wspiera. Teraz sobie może.

A ja nie rysuję. Żeby nie kłamać. A nawet gdy coś pojawi się na kartce, nie jest moje. A może jest. Nie wiem. Nie ufam.

11 komentarzy:

Vincent van Blogh pisze...

Kłam. Mi się podobają te prace. I nie poddawaj się tak łatwo. To nie przystoi.

Anonimowy pisze...

To, co pojawia się na kartce, zawsze jest Twoje. Co najwyżej nie zawsze wychodzi Od Ciebie.

Pozdrawiam, Czysta

Maciej pisze...

Oj Daniel, Daniel...
http://pl.youtube.com/watch?v=9RZ9-RoagfU

Daniel Chmielewski pisze...

Mam chyba pewien pomysł rysunkowy, którym nie będę musiał kłamać, i który wyjdzie ode mnie. Ale na razie cicho sza, by nie zapeszać.

Dzięki za linka, Macieju! Choć ja już taki mam. Jest fioletowo różowy i gdy się przyciska do ręki świecą światełka i pozytywka gra "Sunday bloody sunday" U2.

PŁyczkowski pisze...

Świetne rysunki i świetny pomysł, nie wiem czy bym tak potrafił. A profesorowie siedzą w swoim sztucznym języku, którym nie da sie rozmawiac, da sie tylko mowic do kogos.

ruciti pisze...

albo kłamiesz, albo masz zaburzenia postrzegania świata

Daniel Chmielewski pisze...

Postawiłbym na mieszankę jednego i drugiego.

Anonimowy pisze...

Drogi Kolego!
Zupełnie przypadkowo natrafiłem na Twoją stronę i opisaną przygodę z "czarnym księciem". Nie wiedziałem nawet, że ma taką ksywkę. Jak widzę jego metoda zadziałała skutecznie, odstrzelił potencjalnego konkurenta, zasiał wątpliwość w Twojej głowie. Tak działa spora grupa wykładowców na Akademii. Przychodzą do nich energiczni ludzie z pomysłami a po 5 latach wychodzą trzęsące się dziadki (i babki) bojące się samodzielnie kichnąć. Praktykuję w tym zawodzie 40 lat, wiele widziałem.
Tak więc (choćby na złość takim pedagogom) rysuj dalej, realizuj SWOJE pomysły, Rosiński też miał na początku krzywo z profesorami. Nie miej kompleksów co do obranej dyscypliny. Artystą mozna być również robiąc wlepki czy flashowe animacje. Jedyna rada warsztatowa to jak najwięcej rysowania z natury (ostatecznie może jakaś podpórka w postaci prostego programu 3D typu SketchUP). Na samej wyobrażni się daleko nie pojedzie, trzeba ją wspierać.
Rysuj, rysuj i rysuj a za parę lat będziesz się śmiał ze swoich wątpliwości. I żebyś mógł jeszcze zobaczyć tych "czarnych książąt" przy prawdziwej robocie to dopiero byś się ubawił.
Hej!

Daniel Chmielewski pisze...

Dziękuję bardzo za komentarz! Trochę przesadziłem z całym tym dramatyzmem w opisie pod pracami.

Smuci mnie jedynie, że taka interakcja z niektórymi profesorami może i jest skuteczna w walce o autonomię i własną wizję, ale opiera się wyłącznie odbijaniu się od ściany. Są bezlitośni nauczyciele, którzy jednak serwują i odbijają piłeczkę, którzy doszukują się dziury w całym, ale słuchając tego, co się mówi, co student ma do zaproponowania.

I zgadzam się, rysować, rysować. Powoli do tego wracam.

Swoją drogą, ciekaw jestem jak wyglądają tacy osobnicy przy pracy zawodowej, a nie w bezpiecznej enklawie uczelni!

Anonimowy pisze...

Żal mi Cię. Jak można się czymś takim przejąć, aż tak żeby napisać o tym blog?

Anonimowy pisze...

"Czarny Książę" powiedział prawdę-takie jest zderzenie z krytyką, tylko twardzi nic sobie z tego nie robią, nie rozklejaj się więc i twórz:-)to co robisz ZAWSZE jest Twoje, mnie się podoba